Może to wszystko się ze sobą łączy ?
Straciłam dużą część zaufania ale już nie jestem pewna dlaczego i przez kogo.
Wiem, że potrafiłbyś sobie beze mnie poradzić, przez co budzi się we mnie wrażenie, że aż tyle nie znaczę, że nie jestem aż tak potrzebna żeby nie można było się beze mnie obejść, i w tym momencie budzi się lęk, skoro kocham aż do bólu i jest to coraz silniejsze to co jeśli któregoś dnia po prostu stwierdzisz, że już mnie tak nie potrzebujesz ?
Moje małe bezbronne serce pęknie na kawałki..
I tu już pojawia się blokada dla tego zaufania, jak mogę w pełni ufać jeśli boje się czy już nie pojawia się ten moment, że mnie okłamiesz, nie powiesz mi o czymś, o kimś, ktoś znów da rade między nas wejść, zaczniesz bez słowa gdzieś znikać, może poznasz kogoś nowego i wszystko zacznie się sypać,
zaczną się zmiany, zmiana pracy, otoczenia, postanowisz znów nic mi nie mówić obawiając się pretensji.
No właśnie, boję się nawet zmian. czegoś co może mieć negatywny wpływ
Wiem, że sama już taki negatywny wpływ wywołuję
Pokochałam nad życie i blokuje mnie myśl, że może nie działa to w obie strony na tyle równo, Ty sobie beze mnie poradzisz, ja bez ciebie jeśli znikniesz już nie koniecznie, dlatego nie ufam ludziom w których mogę wyczuć zagrożenie czy złe intencje, i nie potrafię w pełni zaufać bo może boję się, że przez to zasłonią mi się oczy i nie zauważę gdy zaczniesz się oddalać lub ktoś będzie próbował się zbyt zbliżyć. Tak o to blokuje samą siebie, chcę wszystko wiedzieć, chcę na siłę sama sobie próbować w ten sposób dać jakieś bezpieczeństwo, by nie zostać zaskoczona a te złe zaskoczenia już bardzo źle znoszę.
W ten sposób z pewnej siebie stałam się małym, bezradnym ziarenkiem, które rękami i nogami próbuje się bronić przed możliwym zranieniem przez najważniejszą osobę.
Sama się w tym momencie pogrążam i zamykam, tak wiem, może taki mój urok.
I pomyśleć, że wystarczyło, iż dałeś mi do zrozumienia kilka rzeczy bym stała się tak malutka.
Nie obwiniam Cię, fakt faktem zawsze lepiej czułam się jako ten silny charakter, wtedy czułam, że sobie ze wszystkim poradzę, a w obliczu bólu z powodu kogoś tak ważnego robię się tak cholernie słaba.
Jesteś charakterem który wyuczył się jak się znieczulić na pewne kwestie, jak być oziębłym, jak decydować samemu, przez co niekiedy jakbyś nie widział "nas" tylko Ciebie i Mnie. Mimo, że czasem niektóre zachowania bardzo chciałabym zmienić wiem, że nie mogę ci tego narzucić bo już mi samej do ideału daleko. No cóż nad tym można pracować gdy się to dostrzeże, więc wierzę, że i my damy rade, natomiast widzę też, że ostatnie lata odznaczyły się na tobie też większym zamknięciem się w sobie, jesteś bardzo emocjonalny lecz problemy wolisz rozwiązywać samemu niż się nimi podzielić, to niekiedy boli bo mogłabym wtedy odnieść wrażenie, że nie potrzebujesz mojego wsparcia a więc po co ci jestem na dłuższą metę ? to tylko czasowe odczucia, raz są, raz nie. Niekiedy strach czy nie chcesz tylko uśpić mojej czujności- wiem głupota.
Kocham Cię, chyba nawet za bardzo, nic na to nie poradzę, chce tylko byś zobaczył co mnie tak boli, czego słowami czasem nie potrafię tak spójnie skleić, bo coś mnie zatyka.
Może faktycznie po prostu blokuje mnie myśl, że nie działam na Ciebie tak samo jak ty na mnie, ze nie jestem w pełni twoim życiem, ale tez wiem ze niektórych z tych czynników na pewno bym nie zamieniła, jak choćby tak duże znaczenie twojej osoby w mojej codzienności, nawet jeśli komuś wydają się przesadzone. Choćby z tego względu, że tym razem nie muszę się zastanawiać czy na pewno kocham i nikt nie znajdzie argumentu, że tak nie jest.
Jednak stworzyła się wokół mnie dość twarda skorupa, która ze strachu nie pozwala mi się cieszyć tym co mam i tym co widzę, zamiast tego dopuszcza do siebie tylko te złe i przykre myśli czy zachowania. Widzę wszystkie rzeczy dobre a nie potrafię ich poczuć, poczuć znów tego cudownego uczucia bycia szczęśliwą bez cofania się w tył.
Wyszłam dziś żeby ochłonąć i idąc tą drogą czy też starając się uspokoić już po tych krzykach, moja głowa chyba trochę się otworzyła, momentami moje serce znów się uśmiechało, przypomniałam sobie jak odważyłeś się mnie wtedy pocałować, nasze wypady na lodowisko, seryjne lądowania na asfalcie, spacer i rozmowę na drugiej żwirowni, milion spacerów, ten przy czerwonym księżycu, pod rozgwieżdżonym niebem, ten w którym pierwszy raz się otworzyłeś gdy przeszliśmy prawie całą wieś, tańce na tym nieszczęsnym pikniku, odnoszenie cie do domu, to gdy zerwałeś się od kolegów żeby dołączyć do mnie gdy poszłam się przejść bo miałam zły humor, wyjazd na weekend do Żywca, gdy poszedłeś w środku nocy za mną nad wodę bo się źle czułam, to ile razy goniłeś dla mnie za tabletkami, ile razy niespodziewanie dostałam od ciebie róże, ile razy przytulałeś mnie i uspokajałeś gdy płakałam, rzucanie nitami, zrywanie się w środku nocy bo zapadaliśmy w naszą "śpiączkę", to gdy zacząłeś u mnie zostawać (mogłam się w końcu na całą noc przytulić i słuchać bicia twego serca, gdy nie mogłam spać a ty słodko drzemałeś), nawet nasze nieszczęsne mijanie się na jednej hali, mogłabym wymieniać jeszcze mnóstwo takich rzeczy, a na myśl o tym w tamtej chwili poczułam, że jeszcze może się na prawdę udać..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz