"(...) Znowu puka na złość coś, (...) chyba nie da mi odpocząć"
Wcale się nie zmieniłam, nie osłabłam, to ta "choroba" otoczyła całą mnie, zdusiła we mnie wiele zachowań utrudniając tym samym powrót do nich.
Zaczynam dochodzić do wniosku, że chyba jestem totalną, zaślepioną po części tęsknotą i pragnieniem bliskości egoistką.
Dlaczego?
Dla własnego spokoju mimowolnie potrafiłam namawiać ukochaną osobę do czegoś wiedząc, że ją to męczy, w pewnym sensie starając się okazać wsparcie. Jednocześnie dążyłam do samozadowolenia, uzyskania w ten sposób wewnętrznego spokoju, w jakiś sposób czułam, że trzymam rękę na pulsie i nie muszę się martwić, że zaskoczy mnie coś dla mnie niepożądanego.
Teraz wiem, jak cholerny błąd to był. W jakimś stopniu jestem teraz na siebie cholernie wściekła, ponieważ czułam, że trzymam znaczną część kontroli nad tym co się ostatnio ze mną dzieje. Okazuje się jednak, że jest gorzej niż myślałam..
Zawsze w pełnej zgodzie ze sobą byłam gotowa poświęcić się dla osób ważnych dla mnie, bez reszty. Jak się teraz okazuje ten strach (może nawet ta "zazdrość") zdusił to na tyle mocno bym nie widziała, że mogę unieszczęśliwić kogoś innego tylko po to by mi było lepiej. Nigdy nie byłam w stanie czegoś takiego robić, teraz robię to nieświadomie i czuje tego skutki, gdy tylko to do mnie dociera. Sama przecież tak bardzo chciałabym pewnie otrzymywać wsparcie bez negatywnych emocji.
Dziś otworzyły mi się na to oczy. Nie sądziłam, że aż tak się boję że dam radę pomyśleć iż tłamszenie kogoś da mi bezpieczeństwo. Przecież wiem, że i tak nie da. Nic mi go nie da.. Mogę jedynie wierzyć, że osoba którą tak bardzo kocham w pewien sposób zapewni to bezpieczeństwo memu sercu i nie skrzywdzi go, i zrozumieć, że moje durne próby panowania nad tym "po swojemu", mogą tylko w końcu wszystko zniszczyć..
Zniszczyć coś na czym tak bardzo mi zależy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz